sobota, 3 lutego 2018

Sygnowany JKR scyzoryk typu grzybiarskiego


Scyzoryk ten sygnowany literami JKR na brzeszczocie, powołując się na wiedzę Jerzego Utkina, nie jest narzędziem wyprodukowanym w Hiszpanii przez firmę Joker. Jest tylko przez tą firmę rozprowadzany.

Cechą zasadniczą tego typu noża składanego jest posiadanie sierpowatej głowni, tzw. sierpaka, która służy do przycinania nóżek grzybów podczas ich zbierania. Długość tego sierpaka tutaj wynosi 7 cm. Wygrawerowano na nim przy nasadzie na płazie dużymi literami napis: JKR INOX. Wyraz inox oznacza że został wykonany ze stali nierdzewnej. Głownia sierpaka szlifowana wklęsło dwustronnie na przeciwnej stronie na tylcu jest ząbkowana, nacinana co jak myślę ma polepszyć chwyt scyzoryka. Długość tego noża składanego po rozłożeniu wynosi: 20,5 cm, a po złożeniu: 13,5 cm. Scyzoryk ten ma dwie warstwy narzędzi blokowanych dwoma zwykłymi sprężynami. Oprócz brzeszotu sierpowatego dodatkowe narzędzie stanowi połączony otwieracz do konserw z otwieraczem do butelek. Ciekawym zakończeniem rękojeści jest miotełka o długości włosia 2 cm, która jak sądzę ma służyć wstępnemu czyszczenia grzybów podczas ich zbierania co polepsza ich identyfikację. Ten scyzoryk posiada również składany korkociąg i pęsetę mieszczącą się w otworzę znajdującym się w oprawie rękojeści. Oprawę rękojeści stanowią dwie grube okładziny z twardego i ciemnego drewna przymocowane trzema nitami koloru miedzianego. Na jednej ze stron uchwytu naniesiono białą farbą miarkę centymetrową o długości 5 cm. Rękojeść jest profilowana ze zgrubieniem po środku i na jej końcach co umożliwia pewniejszy chwyt. Zwieńczeniem tego scyzoryka jest przymocowany do niego łańcuszkiem mały karabińczyk umożliwiający przytroczenie tego narzędzia. W komplecie z tym nożykiem jest pochwa nylonowa koloru zielonego z wyszytym grzybem na klapie.




czwartek, 18 stycznia 2018

skałkowy pistolet salwowy z XVIII wieku, Rosja

Rosyjska "ręka śmierci", skałkowy pistolet salwowy z XVIII wieku o pięciu jednocześnie odpalanych lufach. Podobną broń czterolufową nazywano "kaczą łapą". Wszystkie ładunki są odpalane jednocześnie, a wachlarzowato rozstawione lufy pozwalają jednocześnie trzymać na celowniku kilka osób - co nadało broni tego typu popularną nazwę mob pistol, pistoletu na bandy.

Żuk Aleksander B. - Rewolwery i pistolety, encyklopedia współczesnej krótkiej broni palnej - Bellona - 2014 - s. 80

poniedziałek, 8 stycznia 2018

oszczep aborygeński

oszczep Tę podstawową broń Aborygenów australijskich podarowano mężczyznom w Okresie Marzeń.

Starsi ludu Wik Munggan opowiadają o tym, jak pierwsze oszczepy robił rybołów Kongkong. Mit ten wart jest przytoczenia tu zarówno ze względu na dokładny opis pierwszych oszczepów, jak i na pojawiające się w nim motywy charakterystyczne dla mitów wszystkich rejonów świata. Ukazano w nim również pewne aspekty kultury Wik Munggan, które bądź zniknęły bez śladu, bądź zostały poważnie zmodyfikowane pod wpływem chrześcijaństwa.

Kongkong (rybołów) wraz z synem poszli robić oszczepy. Zrobili wiele rodzajów oszczepów: wolka, oszczep, którego grot zrobiony jest z kolczastego ogona trygona (zob. ostryga i rekin); kaiya, oszczep, który zamiast grota jest zakończony wiązką kolców trygona; antyan, oszczep czwórzębny; yandal, z pojedynczym, długim grotem; tu'u oraz wantyandyindan, oszczepy trójzębne, poręczne w polowaniach na ościste ryby, takie jak leszcze; pinta, oszczep bambusowy z pojedynczym grotem; i pita, oszczep z czterema grotami. Zrobili też miotacze oszczepu i maczugi bojowe. Powiązali potem oszczepy w wiązki, które schowali między gałęzie rosnącego w pobliżu drzewa. Tam też ukryli miotacze oraz maczugi.

Wtedy właśnie sąsiad rybołowa, pyton skalny, wysłał swego syna do obozu Kongkonga w odwiedziny. Syn wyruszył w podróż, a po drodze odwiedził jeszcze obóz dwóch sióstr. Spędził w nim jednak niewiele czasu, bo spieszył się do Kongkonga. Gdy w końcu dotarł do jego obozu, nie zastał w nim nikogo, znalazł jednak w obozie rybołowa ukryte oszczepy, wziął je ze sobą, zaniósł do obozu sióstr i poprosił je, by zaopiekowały się bronią.

Tymczasem Kongkong wraz z synem wrócili do obozu i odkryli kradzież oszczepów. Kongkong obejrzał ślady stóp i zorientował się, że odwiedził ich syn pytona skalnego. Rybołów kazał więc synowi iść tropem intruza. Syn ruszył w drogę i wkrótce znalazł się w obozie córek pytona. Te dały mu trochę jedzenia i chrustu na ognisko, więc zanocował w pobliżu. Następnego ranka wstał wcześnie i zobaczył, że obie kobiety wciąż śpią. Wołał je, lecz nawet się nie poruszyły. Podszedł do śpiących i zgwałcił starszą z sióstr, nie budząc jej, po czym odszedł. Gdy siostry obudziły się, młodsza zauważyła na ciele starszej ślady gwałtu. Obie postanowiły pomścić zniewagę. Zabrały więc z obozu oszczepy i miotacze i ruszyły w pościg za rybołowem-synem. Gdy go ujrzały, zaczęły rzucać w niego oszczepami, lecz jemu udawało się odbić wszystkie na bok. Podbiegły bliżej i wtedy oszczep młodszej siostry przeszył udo syna Kongkonga. Ten upadł, a ona wbiła mu oszczep czwórzębny w pierś. Potem obie siostry zakłuły go, odcięły mu ręce i nogi, a na koniec poderżnęły gardło. Szczątki rybołowa-syna zaniosły do swego obozu.

Młodsza siostra powiedziała wtedy: "Starsza siostro, przynieś mi patyk i podpórki, zrobimy rożen".

Starsza siostra odpowiedziała jej: "Młodsza siostro, czy nie cieszy cię to, że będziemy miały pieczeń? Będzie tyle mięsa".

Upiekły mięso na rożnie (tak jak przyrządza się mięso ptaków), a potem zbudowały podwyższenie na czterech rozgałęzionych patykach, na którym położyły mięso nad ogniskiem, by nie wystygło. W końcu natarły twarze popiołem, na znak żałoby po "bracie", który został zabity.

Tymczasem rybołów-ojciec poczuł, jak zbiera mu się na wymioty. Zwymiotował i zrozumiał, że był to znak sygnalizujący jakieś nieszczęście, które musiało przytrafić się synowi. Poszedł więc śladami syna i przywoływał go: "Kong, kong, kong" (tak jak to robią rybołowy). Dotarł wreszcie do obozu sióstr, zobaczył podwyższenie z mięsem, a obok kobiety pokryte żałobnym popiołem.

"Zabiłyście mego syna", powiedział i obiecał nie szukać zemsty. Rozbił jednak swój obóz w pobliżu i czekał na odpowiedni moment. Gdy siostry poczuły się całkiem bezpieczne, Kongkong zaskoczył je i obie zakłuł oszczepem.

Następnie przeciął oba ciała na dwie części i tak je zostawił. Odszedł potem daleko z tych stron i wrócił do swoich starych rodziców. Wsiadł wraz z ojcem i matką do czółna i powiosłowali w dół strumienia. W pewnej chwili, gdy czółno znalazło się pośrodku głębokiego wiru, Kongkong powiedział: "Matko, ojcze, zstąpmy teraz w głąb naszego świętego miejsca". Wtedy czółno, wirując, wywróciło się do góry dnem i rodzice utonęli. Kongkong, który w tej samej chwili zmienił się w ptaka, zamachał skrzydłami i odleciał do miejsca, gdzie wciąż na podwyższeniu leżały szczątki syna. Tam, na rosnącym obok podwyższenia drzewie, zbudował swe pierwsze gniazdo. Z gniazda zawołał: "Matko, ojcze, zostańcie tam w dole. Ja zostanę tu w górze".

Ojciec i matka Kongkonga żyją nadal w wodzie jako sumy (catfish). Kongkong jest białym rybołowem, którego nazywamy też białym jastrzębiem rybnym, a jego syn został mniejszym jastrzębiem, którego nazywamy Min Kakalang.

Mudrooroo - Mitologia Aborygenów - Dom Wydawniczy Rebis - Poznań 1997 - s. 154-156

wtorek, 2 stycznia 2018

broń pierwotna i starożytna w Polsce


autor: Wojciechowski Wojciech
tytuł: Broń pierwotna i starożytna w Polsce
tytuł oryginału: brak
tłumaczenie: brak
język: polski
wydawca: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej
kod: brak
numer wydania: brak
miejsce wydania: brak
rok wydania: 1973
liczba stron: 252
format okładki: 19,4 x 12,5 cm
rodzaj okładki: miękka z obwolutą
rodzaj papieru: dobrej jakości papier
rodzaj łączenia: szyte
moja ocena sposobu wydania: 5/5
moja ocena treści: 4/5

opis:

Autor tej pracy zarysowuje dzieje uzbrojenia z terenów dzisiejszej Polski, ujmując zagadnienia w ramy czasowe; od jego pojawienia się po schyłek starożytności. Czytało mi się tą książkę przyjemnie dzięki łatwemu w odbiorze stylowi pisarskiemu autora, przez co publikacja nie straciła na naukowości. Wstęp zawiera wyjaśnienia mające na celu uniknienięcia najczęściej spotykanych błędnie rozumienianych przez Czytelnika terminów archeologicznych użytych w książce, co ułatwia jej lekturę. Książkę wydano w 1973 roku, więc mogła już stracić na aktualności jak to w archeologii bywa. Pragnę jednak podkreślić, że jest to obecnie jedyne kompletne z tego zakresu kompedium jakie udało mi się znaleźć. Dlatego, też warto sięgnąć po tą publikację. Książkę wypełniają 90 rycin przedstawiających artefakty, oraz 3 tablice z rysunkami rekonstrukcji wyglądu myśliwego i wojowników z danych okresów czasowych. Znalazłem jeden błąd na stronie 170 w 10 wersie. Z tego akapitu wynika, że kolczuga to także karacena, pancerz łuskowy, co jest błędnym stwierdzeniem sprzecznym z polską terminologią i typologią bronioznawczą. Myślę, że i tak warto przeczytać tą pozycję wydawniczą ponieważ autor umie wzbudzić zaciekawienie tym tematem u Czytelnika. Na moją ocenę treści tej książki wpływa też fakt, że ukazała się ona bardzo dawno temu, puki co trzeba nam czekać na nowsze zbiorcze prace z tego zakresu czasowego badań obejmujących tereny dzisiejszej Polski.

zdjęcia wnętrza książki:








spis treści:

Wstęp 5
Na tropie niedźwiedzia jaskiniowego 13
Wśród puszcz i bagien 37
Pod znakiem kamiennego topora 47
W blasku złocistego metalu 75
W arsenale Prasłowian 105
Wśród dzieł słowiańskiego płatnerza i jego nauczycieli 160
W mazurskiej krainie 232
A co było potem? 238
Spis ważniejszej literatury 242
Spis rycin 247
Spis tablic 251